Nie, nie chcę uczyć Was gotować kompotów! :) Tym wpisem chciałam powrócić do mojego dzieciństwa, kiedy chodziło się na glubki. Ci, którzy są z Poznania zapewne wiedzą o co chodzi, a Ci, którym słowo to absolutnie z niczym się nie kojarzy podpowiem, że są to małe śliweczki znane zapewne szerzej jako mirabelki. Owoc obecnie niestety trudno dostępny w sprzedaży i raczej dziś zapomniany, a szkoda, bo pyszny i można co nieco z niego wykombinować. Teraz (po ponad 20 latach) chodzę na glubki z moim synem :D Uwielbiamy wprost te bździągwy. Jednak.... wracając do tematu. Kompot jest kwaskowaty, ale to dobrze, bo latem świetnie gasi pragnienie. A jak już wypijecie cały, to trzeba koniecznie wydobyć glubki z kubka - najlepiej palcami - i zjeść :D
No i jak? Narobiłam Wam apetytu?
Składniki:
3-4 szklanki glubek
ok. 1-1,5 litra wody
4 czubate łyżki cukru
jedno opakowanie cukru wanilinowego
Glubki umyć, pozbawić liści i ogonków, wrzucić do garnka, zasypać cukrem, zalać wodą i ugotować do miękkości. Wypić tego samego dnia albo przechowywać w lodówce. Smacznego :)
P.s. Aha zapomniałabym: UWAGA NA PESTKI !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz